Kelly Anderson
"Dzikość głębin"

wydawnictwo: soniadraga
data premiery: 23.09.2026 r. 

"Jej pieśń była tak piękna, że przenosiła ludzi w świat ich pragnień - tego, co chcieliby robić i kim chcieliby być."

Kelly Anderson "Dzikość głębin"

"Dzikość głębin" Kelly Anderson

Gdy otwierasz książkę "Dzikość głębin" nie sięgasz po zwykłą opowieść.
Wchodzisz w przestrzeń, gdzie słowa są jedynie pianą na powierzchni, a prawdziwa historia skrywa się głęboko pod wodą. 

Moja ocena: 4/5 gwiazdek

"Dzikość głębin" to nastrojowa, pełna poezji i tajemnic powieść obyczajowa. Autorka nie napisała prostej książki. Utkała ją z drżenia fal, z samotności wędrownych ptaków i z tego przedziwnego, bolesnego zawieszenia między dwoma światami. Jeśli lubicie historie, które mają w sobie głębie, nie tylko tą tytułową, to będzie historia dla Was. Z resztą wydawnictwo soniadraga słynie właśnie z takich opowieści. 

„Dzikość głębin” Kelly Anderson to nastrojowa, pełna poezji i tajemnic powieść obyczajowa.

Gdy otwierasz „Dzikość głębin”, nie sięgasz po zwykłą opowieść. Wchodzisz w przestrzeń, gdzie słowa są jedynie pianą na powierzchni, a prawdziwa historia kryje się głęboko pod wodą.

Kelly Anderson nie napisała prostej książki. Utkała ją z drżenia fal, z samotności wędrownych ptaków i z tego przedziwnego, bolesnego zawieszenia między dwoma światami. To opowieść utkana z ciszy. Z niedomówień, które ważą więcej niż tysiąc wykrzyczanych słów. Z żalu, który nie szuka ukojenia w prostych pocieszeniach, lecz zanurza się w mrok oceanu, by tam odnaleźć własny puls.

Główną bohaterką książki jest Annie MacLeod, która dorastała na żaglówce na północno-zachodnim wybrzeżu Pacyfiku, żyjąc w ścisłej symbiozie z naturą, nawigując według gwiazd i pływając z morskimi stworzeniami. Jej poukładany, choć niezwykły świat ulega drastycznemu załamaniu, gdy w wyniku niszczycielskiego tsunami traci rodziców.

Możemy sobie wyobrazić, jak emocjonująco zaczyna się książka, ale nie ma w niej typowego dramatu. Nie ma tutaj przesadnej teatralności ani nieustannego podkreślania bólu. Jest za to cisza. Jest pustka. Jest smutek, który powoli osiada na czytelniku.

Język, którym posługuje się autorka, jest niezwykle poetycki i wers po wersie czytelnik zostaje wprowadzony w aktualną sytuację bohaterki. Jednak już od pierwszych stron czuć to niebezpieczeństwo, jakiś taki nieopisany smutek, który kryje się w każdym słowie. To oczekiwanie. To napięcie, którego nie zawsze potrafimy nazwać, ale które cały czas gdzieś w nas pozostaje.

I właśnie ten smutek narzuca nam pewien sposób interpretacji już od pierwszych stron, co jest niezwykle ciekawym zjawiskiem, które bardzo cenię. Bo ten klimat zaczyna nam towarzyszyć przez kolejne strony i dzięki niemu możemy prawdziwie odczytać historię Annie. Nie tylko obserwujemy jej życie, ale zaczynamy odczuwać jej zagubienie, samotność i tęsknotę za światem, który bezpowrotnie utraciła.

Wracając do fabuły, główna bohaterka musi stawić czoła nowemu, innemu życiu, którego nie zna, i tak naprawdę musi odszukać się na nowo. Nie potrafi oddychać powietrzem miast, nie rozumie ludzkiego, miejskiego zgiełku. Świat, który dla innych jest czymś normalnym, dla niej staje się niemal obcym miejscem. Annie całe życie znała rytm fal, zapach oceanu, gwiazdy i stworzenia żyjące pod powierzchnią wody. Nagle zostaje wyrwana z tego świata i musi nauczyć się funkcjonować w rzeczywistości, która nie ma już nic wspólnego z jej dotychczasowym życiem. I chyba właśnie dlatego jej historia tak mocno porusza. Bo nie jest to wyłącznie opowieść o stracie rodziców. To również historia o utracie całego świata, który znała, i o próbie zbudowania siebie od nowa. A ja, przyznam szczerzę chłonę ostatnio takie historie całą sobą. Być może dlatego, że sama szukam siebie, że lata temu sama zostałam postawiona w miejscu, gdzie musiałam podjąć decyzje, niezwykle trudne i wejść w świat, kompletnie mi obcy. I teraz po latach zaczynają budzić się we mnie refleksje, znajduję przestrzeń na to aby się zatrzymać i zapytać kim jestem dla siebie. 

To co muszę podkreślić to, to, że prawdziwa magia tej historii dzieje się w szczelinach, w zakamarkach. Wtedy, gdy morze wyrzuca na brzeg tajemniczego nieznajomego mężczyznę, który wydaje się nie mieć przeszłości ani głosu, a z którym Annie porozumiewa się bez używania słów. Jest w tej relacji coś niezwykle intrygującego. Coś, czego nie da się łatwo wyjaśnić. Jakby oboje rozumieli się na poziomie, na którym słowa są zupełnie niepotrzebne. I właśnie ta tajemnica sprawia, że chce się czytać dalej, odkrywać kolejne warstwy historii i zastanawiać się, kim tak naprawdę jest ten mężczyzna i dlaczego pojawił się właśnie w życiu Annie. Wtedy też na horyzoncie pojawia się Evan, przyjaciel z dawnych lat, kotwica trzymająca ją przy rzeczywistości, która próbuje ocalić ją przed zatonięciem w jej własnym smutku.

Dwie postacie, które reprezentują dwa zupełnie różne światy.

Jeden daje Annie poczucie bezpieczeństwa, przypomina jej o tym, co znane i co może być dla niej namiastką dawnego życia. Drugi jest tajemnicą. Jest czymś nieznanym, niebezpiecznym, ale jednocześnie niezwykle bliskim jej naturze. I chyba właśnie pomiędzy tymi dwoma światami znajduje się Annie, pomiędzy tym, co bezpieczne, a tym, co prawdziwe. Pomiędzy lądem a oceanem. Pomiędzy przeszłością a przyszłością. Pomiędzy potrzebą przynależności a pragnieniem wolności. I sami musicie przyznać jakie to prawdziwe, jakie to znajome...

Bardzo podobało mi się również to, jak mocno natura jest obecna w tej historii. Ocean nie jest tutaj tylko tłem. Jest czymś żywym. Ma własny rytm, własną siłę i własne tajemnice. Czasami wydaje się, że rozumie Annie lepiej niż ludzie wokół niej. Jest jednocześnie schronieniem i zagrożeniem, miejscem, do którego bohaterka tęskni, ale którego nie można do końca ujarzmić. I chyba właśnie dlatego tytułowa „dzikość głębin” ma dla mnie znaczenie nie tylko dosłowne. Jest również symbolem tego, co znajduje się w człowieku, jego emocji, wspomnień i pragnień, do których nie zawsze mamy odwagę zejść.

To lektura, która boli i koi jednocześnie. Zostawia ślad jak stopy na mokrym piasku, ale nie znika od razu. Ta historia trwa w sercu i w głowie.

Czytając ją, zostawcie sobie przestrzeń na to, co niewypowiedziane. Na ciszę. Na własne emocje i refleksje. Nie próbujcie wszystkiego od razu nazwać i wyjaśnić, bo mam wrażenie, że właśnie w tej niepewności, w tych niedopowiedzeniach, kryje się największa siła tej historii.

Bo „Dzikość głębin” nie jest książką, którą po prostu się czyta.

To książka, w której można się zanurzyć.

 

 Twoja opinia ma znaczenie! Oddaj głos i pokaż, jak oceniasz tę książkę.

Ocena: 5 gwiazdek
1 głos

Z książką w kadrze.