
Zbigniew Jarzembek
"Hannah"
wydawnictwo: stary warsztat
data premiery: 15 października 2026 r.
"Hannah" Zbigniew Jarzembek
Ta książka ma w sobie coś niezwykłego.
Magię, której nie da się nazwać.
Hipnotyczną siłę, która sprawia, że czytasz dalej, nawet kiedy rozsądek podpowiada: „odłóż ją na chwilę”.
Ale ta magia nie bierze się z oderwania od rzeczywistości.
Wręcz przeciwnie.
Ona wyrasta z rzeczywistości aż nazbyt prawdziwej.
Dlaczego "Hannah"?
Dlaczego objęłam tę książkę patronatem?
Patronat nad książką nigdy nie jest dla mnie tylko pięknym znakiem na okładce.
To nie jest przypadkowe „tak”, postawione przy kolejnym tytule. To wybór. Pewnego rodzaju odpowiedzialność i przede wszystkim osobista rekomendacja. Bo kiedy obejmuję książkę patronatem, chcę móc powiedzieć: przeczytałam ją, poczułam jej historię i naprawdę wierzę, że warto ją poznać.
Nie chcę być tylko logiem na okładce.
Chcę być głosem książki, która czymś mnie poruszyła.
A ta historia to idealny dowód na to, że patronat to coś więcej. To uczucie, które jest tam w środku mówiące "chcę być tego częścią", bo patronat właśnie na tym polega. Jesteśmy częścią historii, dajemy jej głos i robimy wszystko aby doszła do jak największego grona, ale robimy to dlatego, że wiemy co niesie ta książka. Na swoim koncie mam raptem kilka patronatów, ale głównie dlatego, że dla mnie każda historia pod którą chce się podpisać musi mieć to coś.. to jest coś niezwykle nieuchwytnego. Chyba idealnym potwierdzeniem tego będzie moje wzruszenie kiedy odbierałam książkę. To nie ja ją napisałam, a czuję ją całym sercem i to jest właśnie to, co sprawia, że książkę obejmuję patronatem.
"Hannah" już od pierwszych stron ma w sobie coś, co trudno jednoznacznie nazwać. To rodzaj magii, która nie potrzebuje baśniowego świata ani oderwania od rzeczywistości. Przeciwnie jej siła bierze się właśnie z tego, jak bardzo potrafi być prawdziwa. To wspaniały thriller szpiegowski.
Są tu tajemnice, niebezpieczeństwo, śledztwo, intrygi, sekrety, decyzje podejmowane na granicy ryzyka i świat, w którym zaufanie nie jest czymś oczywistym. Świat, gdzie jedno słowo może mieć znaczenie, a jeden błąd może kosztować więcej, niż ktokolwiek jest gotowy zapłacić. Ale ta książka nie zatrzymuje się na sensacji. I chyba właśnie to sprawiło, że została ze mną na dłużej. Bo za całą szpiegowską intrygą kryje się człowiek.
A właściwie kobieta.
Kobieta, której życie zostało naznaczone wydarzeniami, jakich żadne dziecko nie powinno doświadczać. Jej dzieciństwo nie było bezpiecznym miejscem. Zbyt wiele musiała zrozumieć za wcześnie. Zbyt wiele zobaczyła. Zbyt wiele straciła. I są takie straty, które nie kończą się w dniu, w którym coś tracimy. One dorastają razem z nami. Wracają w pamięci. W wyborach. W relacjach. W sposobie, w jaki patrzymy na ludzi i świat. Czasem milczą przez lata, a czasem wystarczy jeden impuls, by znów przemówiły. Bohaterka tej książki niesie więc swoją przeszłość ze sobą. Ale nie pozwala, żeby przeszłość była całym jej życiem Właśnie w tym widzę jej największą siłę. Nie w tym, że jest niezniszczalna. Bo nie jest. Nie w tym, że niczego się nie boi. Bo przecież ma swoje rany, swoje wspomnienia, swoje słabości. Jej siła polega na czymś znacznie bardziej ludzkim. Na tym, że mimo wszystko trwa. Że po wszystkim, co zostało jej odebrane, nadal potrafi iść dalej. Że choć życie wielokrotnie próbowało odebrać jej poczucie bezpieczeństwa, nie odebrało jej całkowicie zdolności do walki o własne życie. I chyba dlatego podczas czytania coraz mniej interesowało mnie wyłącznie to, co wydarzy się dalej. Zaczęło mnie interesować, ile człowiek jest w stanie unieść i co sprawia, że mimo wszystko się nie poddaje. To jedna z tych historii, w których granica między przeszłością a teraźniejszością zaczyna się zacierać. Bo przecież człowiek nigdy nie zostawia za sobą wszystkiego. Czasami zabieramy dawne lęki do nowych miejsc. Zabieramy wspomnienia do nowych relacji. Zabieramy straty do kolejnych rozdziałów życia. A jednak możemy pisać je na nowo.
Czasem jest po prostu kolejny poranek, kolejna decyzja, kolejny krok.
A czym jest dla mnie sam patronat?
To trochę jak powiedzenie: „Chodźcie, zobaczcie tę historię. Ja już ją poznałam i chcę, żebyście poznali ją również.” To moje małe „tak” dla autora, dla bohaterów, dla historii i dla emocji, które zostają z czytelnikiem po zamknięciu książki. Patronat jest dla mnie także zaufaniem. Obopólnym, bo Autor powierza mi swoje dzieło, a ja przyjmuję je i staram się, je godnie reprezentować.
Dla mnie książki mają niezwykłą moc, treść.. . Słowa bywają najsilniejszym narzędziem, najsilniejszą bronią. I nie trudno tego nie zauważyć w obecnym świecie. Dezinformacja potrafi wiele, podobnie jak dobrze dopracowane nagłówki. Słowa mają moc.
Dlatego nie chcę patronować historiom, które są tylko kolejnymi tytułami. Chcę patronować książkom, które mają coś do powiedzenia. Które potrafią wciągnąć, ale również zatrzymać. Które dostarczają emocji, ale zostawiają po sobie coś więcej. Które sprawiają, że po przeczytaniu ostatniej strony nie odkładamy ich po prostu na półkę. Bo jeszcze przez długo o nich myślimy. Wracamy do bohaterów. Do ich decyzji. Do słów. Do tego, co wydarzyło się między wierszami. Taka jest dla mnie ta książka. Z jednej strony hipnotyzujący thriller, pełen tajemnic, napięcia i świata, w którym prawda potrafi mieć bardzo wysoką cenę. Z drugiej opowieść o kobiecie, której życie już jako dziecko odebrało zbyt wiele, a która mimo tego wszystkiego nadal jest. Dlatego właśnie chciałam być częścią tej historii. Bo są książki, które dostarczają emocji na kilka godzin. I są takie, które przypominają nam o czymś, co nosimy w sobie przez całe życie. Ta książka ma w sobie jedno i drugie. Ma mrok, tajemnicę, napięcie i brutalność rzeczywistości.
O samej fabule jak i pełną moją recenzję jeszcze przeczytacie, a tymczasem zostawiam Was z linkiem do zakupu książki z dedykacją od Autora. A taki egzemplarz to nie tylko wyjątkowa rzecz kolekcjonerska, ale to poczucie, że ta historia jest bliżej Was.
Twoja opinia ma znaczenie! Oddaj głos i pokaż, jak oceniasz tę książkę.