
Zbigniew Jarzembek
"Hannah"
wydawnictwo: stary warsztat
data premiery: 15 października 2026 r.
Dzisiejszy człowiek jest w pewnym sensie sumą wszystkich swoich wczorajszych doświadczeń.
@moj_swiat_ksiazek_
"Hannah" Zbigniew Jarzembek
Zbigniew Jarzembek w tej historii udowadnia, że prawdziwy dreszczyk emocji nie zawsze wynika z tego kto strzeli pierwszy, a raczej czy postać zachowa duszę po oddaniu strzału.
Moja ocena: 5/5 gwiazdek
Gdy skończyłam czytać „Hannah” szybko uświadomiłam sobie, że Zbigniew Jarzembek nie napisał po prostu kolejnego dynamicznego dreszczowca szpiegowskiego. Pod warstwą pościgów, neapolitańskich uliczek i tajnych operacji kryje się bolesne studium traumy pokoleniowej, utraty tożsamości oraz pytania o to, co zostaje z człowieka, gdy odbierze mu się dzieciństwo, odbierze mu się bezpieczeństwo, taką zwyczajność.
„Hannah” Tytuł, który z pozoru nic nie zdradza, a jednak można się w nim doszukać wiele. Jakby nie spojrzeć „Hannah” jest jedyna w swoim rodzaju i nie mowa tu wyłącznie o samej książce, ale również o wykreowanej bohaterce.
Na moim profilu od pewnego czasu mogliście oglądać zapowiedź premiery, która miała miejsce 15 października. Premiery, którą czułam całą sobą, nie tylko przez wzgląd na bycie patronem, chociaż i to miano jest dla mnie niezwykłym wyróżnieniem.
Gdy skończyłam czytać „Hannah” szybko uświadomiłam sobie, że Zbigniew Jarzembek nie napisał po prostu kolejnego dynamicznego dreszczowca szpiegowskiego. Pod warstwą pościgów, neapolitańskich uliczek i tajnych operacji kryje się bolesne studium traumy pokoleniowej, utraty tożsamości oraz pytania o to, co zostaje z człowieka, gdy odbierze mu się dzieciństwo, odbierze mu się bezpieczeństwo, taką zwyczajność.
Ciekawym zabiegiem w książce jest punkt wyjścia: zestawienie pięcioletniej dziewczynki z 1944 roku z dorosłą agentką. Autor w mistrzowski sposób ukazuje jak działa mechanizm, w którym system totalitarny jak i wojna zabijają ludzi. Bo „śmierć” nie jest jednoznaczna i nie zawsze oznacza utraty życia. Czasami to utrata kawałka siebie, albo całkiem sporej części jak w przypadku Hannah. Aniela w tak młodym wieku, dzień po dniu, gubi swoje imię, korzenie i język, w najgorszy możliwy sposób, stając się jednocześnie w pewnym stopniu czystą kartą, pozbawioną historii, na której bezwzględny świat zapisuje scenariusz przetrwania.
Czytając książkę odnosi się nawet wrażenie, że bohaterka przybiera pancerz obronny, pod którym gdzieś głęboko schowane jest przerażone dziecko. Ona nie jest bohaterką z wyboru, ona jest bohaterką ukształtowaną z trudów życia. Mimo wszystko jednak dźwiga to co jej dało i przerabia na swój sposób, stając się kimś niezwykle mocnym, niezwykle odważnym.
Co jest kluczowe, Autor nie idzie na skróty: zło jest czarne, dobro białe, a zemsta przynosi katharsis. Tutaj ten moralny kompas jest dosyć skomplikowany. Misja w Neapolu, choć ubrana w szaty wymierzania dziejowej sprawiedliwości dawnemu oprawcy, staje się dla Hannah w pewnym stopniu pułapką egzystencjalną.
Autor stawia niezwykle ważne pytanie: czy można ukarać potwora, samemu stając się częścią jego maszynerii? Polowanie na człowieka, który zbudował fortunę na ludzkim nieszczęściu, zmusza bohaterkę do konfrontacji z własnym człowieczeństwem. Okazuje się, że największym wrogiem Hannah nie są nasłani oprawcy czy zdrada wewnątrz struktur, ale fakt, że realizacja zemsty grozi ostatecznym zatraceniem jej własnego „ja”.
Sam Neapol mam wrażenie odgrywa tutaj niezwykle ważną rolę, w kontekście wyboru miejsca. Z jednej strony miasto słońca, turystyki, piękna, z drugiej zaś zgliszcza historii, pełne zaułków, przestępczości i jakiegoś takiego chaosu, co idealnie odzwierciedla główną bohaterkę, a raczej to co dzieje się w jej wnętrzu. W moim odczuciu to taki niemy uczestnik wszystkich wydarzeń, swego rodzaju labirynt, z którego nie ma ucieczki, podobnie jak z naszej głowy, gdzie tworzymy swoje scenariusze, budujemy zakamarki, pielęgnujemy (chcąc bądź też nie) obrazy przeszłości. Bo ona ma to do siebie, że zawsze wraca. Mówi się, że trzeba żyć patrząc w przód. I ja się z tym zgadzam, ale jednocześnie nie da się zapomnieć o tym co było. Nasza przeszłość w jakiś sposób kształtuje naszą rzeczywistość, kształtuje nasze dziś. W tej historii widać to bardzo dokładnie. Mam wrażenie, że to piękna historia, która nie skupia się wyłącznie na akcji, chociaż ta jest bardzo dynamiczna, co pozwala wczuć się w tempo i przeżywać wszystko wspólnie z bohaterką. Ona pokazuje naszą psychikę, obrazuje mechanizmy i to wszystko co pomiędzy. Bo nikt z nas nie jest jednoznaczny. I chociaż „Hannah” możemy odczytać z obu stron w ten sam sposób, to nie jest to tak jednoznaczna postać. To historia, która pokazuje, że człowiek, który raz zostanie roztrzaskany przez historię, nigdy nie składa się z powrotem w ten sam sposób – może jedynie ułożyć z odłamków nową, ostrzejszą formę, ale nigdy nie odbuduje się na nowo, nigdy nie będzie tym samym człowiekiem. Zbigniew Jarzembek w tej historii udowadnia, że prawdziwy dreszczyk emocji nie zawsze wynika z tego kto strzeli pierwszy, a raczej czy postać zachowa duszę po oddaniu strzału.
Twoja opinia ma znaczenie! Oddaj głos i pokaż, jak oceniasz tę książkę.