
Anne Marie
"Listy od Mikołajki"
wydawnictwo: videograf
data premiery: 10 września 2026 r.
"Czasami jedne gwiazdy muszą zgasnąć, żeby w tej ciemności mogły zabłysnąć kolejne"
Anne Marie "Listy od Mikołajki"
"Listy od Mikołajki" Anne Marie
„Listy od Mikołajki” urocza okładka i kojarzący się ze świętami tytuł sugerują ciepłą, otulającą opowieść na zimowy wieczór. Nic bardziej mylnego. Sięgając po tę pozycję, wkraczamy w dosyć ciężki dramat obyczajowy... ale czy do końca dramat.. no właśnie. Historia jest nieco bardziej złożona, dlatego zachęcam do przeczytania niżej pełnej recenzji.
Moja ocena: 3/5 gwiazdek
"Listy od Mikołajki" - na pierwszy rzut oka książka wydaje się być idealną pozycją na zimowy wieczór. Niestety, w tej historii święta stanowią nikłe tło. Liczyłam na ciepły romans, w którym bohaterowie zmagają się ze swoją trudną historią, a otrzymałam nieco surrealistyczną historię o "bliźniaczym połączeniu". Osobiście nie do końca rozumiem fenomenu tego wątku, a stanowił on główny wątek. Ciekawym motywem jest motyw korespondencji, która staje się jedynym mostem porozumienia między bohaterami, kiedy Kamil wraca do więzienia. Listy są naszpikowane emocjami, bardzo autentyczne. Dzięki nim poznajemy wewnętrzny świat i traumy bohaterów.
Urocza okładka i kojarzący się ze świętami tytuł sugerują ciepłą, otulającą opowieść na zimowy wieczór. Nic bardziej mylnego. Sięgając po tę pozycję, wkraczamy w dosyć ciężki dramat obyczajowy (przynajmniej na początku, poznając historię Kamila), w którym świąteczny klimat stanowi zaledwie nikłe tło. I przyznam szczerze, że mocno mnie to rozczarowało.
Oczywiście uwielbiam, kiedy historia, nawet ta świąteczna, niesie ze sobą coś więcej. Kiedy oprócz romansu porusza ważne lub trudne tematy, bo przecież życie rzadko bywa piękną bajką… Ale jednocześnie lubię, gdy gdzieś między wierszami pojawia się odrobina magii. Kiedy widzę tak piękną książkę i taki tytuł, gdzieś tam w środku zaczynam mieć pewne oczekiwania.
To trochę tak jak z marketingiem. Nasze wrażenia o produkcie czy firmie nie budują się wyłącznie na podstawie jego użytkowania czy reklamy. To znacznie bardziej złożony proces, który zaczyna się już od pierwszego kontaktu. Coś gdzieś widzimy, znamy markę, oglądamy jej reklamy w telewizji, czytamy o niej w prasie czy obserwujemy ją na Instagramie u influencerów. Wszystko to stopniowo kształtuje jej wizerunek i buduje w nas określone oczekiwania. Już od pierwszego kontaktu zaczynamy coś sobie wyobrażać, przypisywać konkretne cechy, a nawet nieświadomie szufladkować. I dokładnie tak mam z tą historią. Pierwsze wrażenie zbudowało we mnie pewien obraz i rozbudziło oczekiwania, które niestety nie zostały spełnione.
Osobiście oczekiwałam historii mocno osadzonej w świątecznym klimacie, która porusza trudne tematy, ale jednocześnie pokazuje tę magię świąt, w którą zawsze wierzyłam i nadal wierzę. Dla mnie grudzień to magiczny czas spotkań z najbliższymi i celebrowania drobnych chwil. To czas, aby zwolnić, piec wspólnie pierniki, dekorować mieszkanie, spacerować po śniegu (jeśli śnieg nas nie zawiedzie 😉)… To długie zimowe wieczory przy planszówkach czy książce. Okej… trochę romantyzuję, ale naprawdę tak widzę ten miesiąc. I nie chodzi o to, że zawsze jest pięknie, bo grudzień w zeszłym roku jasno mi pokazał, że nie wszystko układa się tak, jakbyśmy chcieli. Mimo wszystko znalazłam miejsce na te drobne, magiczne radości.
Ale do brzegu, bo ja tu roztaczam piękną wizję świąt w mojej głowie, a na tapecie mamy książkę Anne Marie.
Fabuła skupia się na Agacie, kobiecie sukcesu, której życie skrywa emocjonalną pustkę, oraz na Kamilu, mężczyźnie dźwigającym niewyobrażalny bagaż po stracie bliskich, zmagającym się z oskarżeniami i pobytem za kratami. I w tym miejscu zaczyna się naprawdę dobrze… Gdy ich losy przecinają się podczas przepustki, a Kamil ponownie trafia do więzienia, najważniejszym pomostem między nimi stają się listy. To właśnie motyw korespondencji stanowi jeden z najciekawszych elementów książki. Listy są pełne emocji, pisane z autentycznym zaangażowaniem i pozwalają bohaterom obnażyć swoje wnętrze.
Niestety, autorka postanowiła pójść o krok dalej, wprowadzając koncepcję tzw. „bliźniaczych płomieni”. Dla wielu czytelników, w tym również dla mnie, ten mistyczny, niemal ezoteryczny wątek okazał się trudny do zrozumienia i zaakceptowania. Zamiast budować relację na solidnych fundamentach psychologicznej bliskości i naturalnego poznawania się, książka opiera ją na gwałtownym, kosmicznym połączeniu dusz. Przez to dynamika między bohaterami staje się momentami niewiarygodna i przekombinowana. I ja jakoś tego w ogóle nie czuję.
Czytając, zastanawiałam się nawet, czy coś ze mną nie tak. Jednak im dalej w to szłam i im bardziej widziałam zaangażowanie Agaty, tak nagłe i tak mocne, tym większy czułam wewnętrzny sprzeciw. Rozumiem, że czasami niewiele trzeba, by między ludźmi pojawiła się więź, ale chyba nie aż do tego stopnia. Jedno spotkanie, które w moim odczuciu ani trochę nie pokazywało tego wyjątkowego połączenia czy głębszego zrozumienia, a wręcz przeciwnie było całkiem zwyczajne miało wystarczyć? Tymczasem narracja nieustannie podkreślała, że bohaterowie nie mogą przestać o sobie myśleć, co mocno narzucało mi tę koncepcję.
Może gdyby gdzieś została utkana taka cienka nić porozumienia, pojawiły się jakieś spojrzenia, drobne gesty czy zrozumienie wykraczające poza to, co przyziemne… A tutaj? Wszystko wydarzyło się tak gwałtownie, tak nagle, jak uderzenie piorunem. Agata zaczyna poświęcać tak wiele w imię tego uczucia, a ja mam wrażenie, że momentami niepotrzebnie wkrada się w to przesadny dramatyzm.
Nie mam pojęcia, czy to ja troszkę za mocno kręcę nosem i podchodzę do tej historii zbyt przyziemnie, ale po prostu nie potrafię do końca zrozumieć tej relacji. Brakuje mi w niej czegoś, co pozwoliłoby mi uwierzyć w siłę tego uczucia.
Książka bez wątpienia porusza trudne tematy: żałobę, traumę, poczucie winy i walkę o sprawiedliwość. Mam jednak wrażenie, że znowu stają się one jedynie tłem dla płomiennego uczucia, a nie wątkami, którym poświęcono wystarczająco dużo miejsca. Trochę brakuje mi ich rozwinięcia, pokazania ich złożoności, a także samych procedur związanymi z dramatem Kamila i jego procesem. Książka dostarcza sporo emocji, które momentami przytłaczają swoją intensywnością, ale w zupełnie innym znaczeniu.
Uważam, że niestety nie każdy odnajdzie się w tej historii i nie chodzi tu o to, że ona jest zła. Raczej skłaniałabym się do surrealistycznego wątku miłosnego, który mi nie pozwolił się w pełni zaangażować w opowieść. Ja lubię, kiedy to wszystko płynie, cała akcja, uczucie. I chociaż koncepcja bardzo mnie ciekawiła i miałam nadzieję, na fajny, inny niż zazwyczaj zimowy romans, z ciekawymi bohaterami, dostałam historię, której nie byłam w stanie zrozumieć. W tej historii chodzi przede wszystkim o motyw „bliźniaczego płomienia”. Jeśli wierzysz w takie kosmiczne połączenia, ta książka może okazać się dla Ciebie świetną pozycją. Poczujesz tę historię znacznie mocniej i być może wyciągniesz z niej to, co najlepsze.