
Hania Wrzos
"Święta poza zasięgiem"
wydawnictwo: spisek pisarzy
data premiery: 21 października 2026 r.
Bo magia co do zasady nie jest utkana z wielkich spraw, jest codziennością, jest tym czymś nieuchwytnym co ma znaczenie.
@moj_swiat_ksiazek_
"Święta poza zasięgiem" Hania Wrzos
"Święta poza zasięgiem" rozgrzewająca jak grzaniec w zimowy wieczór i ciepła jak puchowy kocyk czyli historia, którą musicie przeczytać tej zimy!
Pełna świątecznej magii, uroczego humoru, romantycznych uniesień i niespodziewanych zwrotów akcji, które sprawią, że na Waszych twarzach zagości uśmiech, a w sercach zrobi się jeszcze cieplej. To idealna książka na długie, zimowe wieczory, kiedy za oknem prószy śnieg, w kubku paruje ulubiony napój, a Wy możecie zanurzyć się w historii, która otuli Was niczym najmiększy kocyk.
Jeśli kochacie komedie romantyczne, świąteczny klimat i historie, które wywołują motyle w brzuchu, ta książka koniecznie musi znaleźć się na Waszej zimowej liście czytelniczej!
Moja ocena: 5/5 gwiazdek
"Święta poza zasięgiem" to książka, która wers po wersie, strona po stronie, powoli i stopniowo wciąga czytelnika w świąteczny, magiczny romans, który oferuje znacznie więcej niż może się wydawać. To historia, którą się żyje, której nie chce się odłożyć na później.
Czy jeśli powiem, że moim największym marzeniem byłoby ujrzeć ich na ekranie, zachęcę Was aby dowiedzieć się więcej o książce? To byłaby taka ekranizacja, do której każda romansiara by wracała z niecierpliwością w ten świąteczny czas. Poza tym jeśli chcesz poczuć magię świąt, motyle w brzuchu to osobiście radzę kliknąć niżej w link i zamawiać swój egzemplarz (póki jeszcze jest) ;)
Czy jedna książka może wyczarować magię wokół czytelnika? Jedna świąteczna powieść?
Kto z Nas nie lubi świąt? Tej magii… tej odrobiny dziecka w sobie, które w tym czasie budzi się i przyćmiewa to co zwyczajne, to co codzienne. Dla mnie święta od zawsze były czymś pięknym i wyjątkowym. Wyczekiwałam tego momentu z niecierpliwością. To był miesiąc wyjątkowy, który zawsze przynosił coś niezwykłego (miłość, domykał jakieś sprawy, pozwalał śmielej marzyć) i teraz mimo, że dorosłam i codzienność często skutecznie zabiera mi po trochu tej magii, to nadal gdzieś tam tli się iskierka, że grudzień i święta odwrócą wszystko.
Nawet – głęboko wierzyłam, że śnieg zwiastuje coś dobrego, to było coś jak talizman, jak znak, że wszystko pójdzie po mojej myśli. Być może naiwne, być może romantyzuje, ale chyba właśnie taka jestem. Czasami lubię bujać w obłokach i widzieć więcej, dopisywać rzeczom znaczenie.
Uwierzcie mi, tym samym, że niezwykle trudno jest mnie zachwycić książką świąteczną. Przeczytałam ich całą masę, bo gdy zbliżał się grudzień u mnie na półce zawsze witały świąteczne nowości. Były romanse, były historie z traumą w tle, były wzruszające, rodzinne, ciepłe. Ale ta książką… „Święta poza zasięgiem” to zupełnie inny wymiar. To coś pomiędzy bolesnymi doświadczeniami a tą wiarą w magię.
Główna bohaterka Melania „Kawka w Kamperze” przeszła w swoim życiu naprawdę wiele. Jednak nie pozwoliła aby trudna przeszłość, trudne doświadczenia ją zdefiniowały. Mimo bólu, mimo strachu dalej układa po kawałku swoje życie z niezwykłą odwagą. To jak buduje siebie jest w moim przekonaniu niezwykle inspirujące. Czy można powiedzieć o tej historii, że jest przyziemna? Tak, zdecydowanie! I to jej największy atut, bo właśnie ta historia w bardzo naturalny sposób pokazuję zwyczajną magię codzienności, której my czasem nie dostrzegamy lub nie chcemy dostrzegać. Co zasługuje na podkreślenie to fakt, że całą akcję Autorka buduje z niezwykłą delikatnością. To taka historia pachnąca piernikami, grzanym winem, szczyptą kardamonu ale też przypalonym sernikiem. Bo kto w święta niczego nie przypalił. To jest po prostu życie. Nie zawsze jest pięknie, ale nie oznacza, że tej magii wokół nas nie ma, że nie możemy sobie jej stworzyć, że nie objawia się w setkach drobnych spraw.
Drugim bohaterem jest Feliks, który również niesie swoją historię. Jest nieco gburowaty, może trochę wkurzający, ale w tym wszystkim niezwykle autentyczny. Uwielbiam, kiedy bohaterowie są tak utkani, że odnosimy wrażenie jakby ich historia działa się gdzieś obok nas. To niezwykle trudne zadanie, bo obok historii trzeba pokazać też ich wnętrze, ich dylematy, ich przeszłość, a przy tym nie zarzucić czytelnika zbyt dużą ilością informacji.
Sama historia rozgrywa się w niezwykle malowniczym miejscu, w pensjonacie „Śnieżka” i wiece co… w mojej głowie, podczas czytania zarysowałam sobie piękny, mały, ale niezwykle rodzinny pensjonat, z Zosią w kuchni, która jest jak Babcia, do której się wraca na święta, a miejsce jest niczym dom rodzinny, ale nie wyrwany z tych komedii w krzywym zwierciadle, gdzie każdy ma sobie coś do zarzucenia, tylko taki prawdziwy, ciepły, z ludźmi, którzy zawsze są gotowi wyciągnąć do Ciebie dłoń, wysłuchać i mimo, że mają swoje wady i Autorka bardzo sprytnie i ciekawie to pokazała, to są częścią tego domu, tego miejsca. Bo dom tworzą ludzie, nie mury… Te uczucia, które Hania Wrzos wplotła między wierszami są tak autentyczne, że każdy z Was je poczuje. Idąc dalej tropem mojej wyobraźni… przywołajcie w swoich głowach takie małe, klimatyczne miasteczko, może z trochę kiczowatą szopką betlejemską, ale takie, do którego przyjeżdżasz i czujesz, że chcesz tu być, chcesz tu zostać… i to uczucie, które rodzi się nagle, ale nie w taki wyreżyserowany, sztuczny sposób, tylko naturalnie, utkane z ukratkowych spojrzeń, nieśmiałych uśmiechów, przypadkowych dotknięć. To wszystko tworzy niezwykłą historię i wyjątkową atomsferę.
Jak już pisałam, gdzieś w postach na Instagramie, ta historia będzie dla mnie jak „Kevin sam w domu” dla większości naszego społeczeństwa. Bez niej nie będzie świąt. Bo ona delikatnie przywołuje tą magię, którą ja kocham… pozwala mi czuć więcej, marzyć mocniej. I zostawia po sobie w sercu coś fantastycznego. Trudno było mi odłożyć ją na półkę i po prostu przejść dalej. Już planuje powtórkę z czytania w grudniu.
Nie chcę Wam za dużo pisać o samej fabule, bo nie mam tego w zwyczaju. Chciałabym raczej, żebyście poczuli tą książkę, bo uważam, że każda historia niesie ze sobą ładunek emocjonalny i to on sprawia, że albo rezonujemy z historią albo jej nie czujemy.
Jeśli ktoś z Was szuka pięknej, ciepłej, niezwykle świątecznej i takiej magicznej historii to koniecznie spędźcie te święta poza zasięgiem z Hanią Wrzos, a ja Wam obiecuję, że poczujecie magię nawet jeśli jesteście grinchem! 😊
UROCZYŚCIE OŚWIADCZAM W TYM ROKU MAGIĘ ŚWIĄT SERWUJE HANIA WRZOS – TAJEMNICZA AUTORKA O PIĘKNEJ DUSZY, BO TYLKO OSOBA Z PIĘKNĄ DUSZĄ MOGŁA NAPISAĆ TAKĄ HISTORIĘ.