
Robert Małecki
"Zmora"
wydawnictwo: literackie
data premiery: 23 września 2026 r.
"(...) są w życiu takie traumy, które rozbijają dobre związki, bo nie udźwignie się ich nawet we dwoje."
Robert Małecki "Zmora"
"Zmora" Robert Małecki
Są historie, gdzie zmory przeszłości budzą się w najmniej odpowiednim momencie. Gęsty, mroczny, niespieszny styl Autora pozwala zatopić się w niezwykle trudną emocjonalnie historię, o której nie da się tak po prostu zapomnieć. A jeśli wolicie serial - to na HBO od 2 października, co piątek kolejne odcinki do obejrzenia.
Moja ocena: 5/5 gwiazdek
Mroczny thriller, który od pierwszych stron wciąga w gęstą sieć tajemnic i niedopowiedzeń. Niewyjaśnione zaginięcie dziecka sprzed lat staje się początkiem historii, w której przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a napięcie rośnie z każdą kolejną stroną. Tą historię czyta się z zapartym tchem.
Czym właściwie wyróżnia się dobry thriller? Kiedy możemy powiedzieć, że jest wybitny? Co musi w sobie mieć, by od pierwszych stron przyciągać uwagę i nie pozwalać o sobie zapomnieć? I czy po zaledwie kilku stronach możemy stwierdzić „TO BĘDZIE NAPRAWDĘ DOBRE”? Myślę, że tak. Przynajmniej ja właśnie tak miałam z tą książką.
„Zmora” zerkała na mnie z półki, a ja od początku czułam, że kryje się w niej historia, obok której trudno będzie przejść obojętnie. I wcale nie chodziło wyłącznie o to, że doczekała się ekranizacji. Choć muszę przyznać, że ten fakt miał dla mnie niemałe znaczenie, rozbudził ciekawość i jeszcze bardziej zaostrzył apetyt na thriller z prawdziwym charakterem.
Dla mnie każda książka to nowa podróż, dlatego zdecydowałam się wyruszyć ze „Zmorą” w przeszłość do nierozwiązanego przed laty śledztwa, skrywanych traum i tajemnic, trudnych relacji rodzinnych oraz świata, który wyglądał zupełnie inaczej. Świata, w którym zamiatanie problemów pod dywan i wpływy były na porządku dziennym.
Choć czy dziś naprawdę jest inaczej? Tego nie potrafię jednoznacznie ocenić, mogę jedynie snuć domysły. Jedno jest pewne, kiedy sięgniecie po tę historię, trudno będzie Wam się od niej oderwać. A to chyba wystarczający powód, by dać jej szansę, prawda?
Najnowsza powieść Roberta Małeckiego jest historią, która pachnie kurzem, starymi dokumentami i niepewnością, która wdziera się w każdy wers. Zamiast kolejnego sztampowego śledztwa, dostajemy coś więcej coś co jest swój sposób trudne, bolesne… a mianowicie rozliczenie z polską prowincją z połowy lat 80. i ciężarem, jaki człowiek potrafi nieść przez całe dorosłe życie, udając, że nic się nie stało.
Chociaż głównym motywem powieści jest zaginięcie chłopca, fascynującym jest to w jaki sposób Autor pokazuje w tej historii mechanizmy funkcjonowania ówczesnego społeczeństwa. Mam tu na myśli między innymi zamiatanie pod dywan wielu niewygodnych spraw. Lata 80. - 90. to specyficzny czas, gdzie dziecięce dramaty bywały skutecznie uciszane w imię … spokoju? Nie mieści się to w głowie? A jednak. Brutalna rzeczywistość, która miała miejsce. Poza tym wiele różnych tragedii rozegrała się w tamtych latach.. pytanie gdzie moralność? Gdzie sprawiedliwość? Jak w ogóle można żyć z taką wiedzą, z niedomówieniami, niedopełnieniem obowiązku, z dramatem, bo zaginięcie dziecka to dla rodzica ogromny dramat, którego ja nie mogę sobie wyobrazić.
Małecki genialnie pokazuje, że największym potworem nie jest obcy sprawca, lecz konformizm najbliższych. Postać Kamy Kosowskiej, dziennikarki, która wraca do miejsca, z którego uciekła z początku może budzić skrajne emocje. Nie zapałałam do niej sympatią od razu, jednak już od pierwszych stron czułam, że niesie na swoich barak niebotyczny ciężar. Kama jest szorstka, pogubiona, zmęczona własną bezradnością. I właśnie dzięki temu jest tak przerażająco ludzka. Nie gra bohaterek z amerykańskich filmów, to kobieta, której pękają dawne rany.
Co jest ogromnym atutem całej historii? To, ze Autor buduje klimat niespiesznie. Czytelnik nie dostaje od razu gotowych odpowiedzi. Małecki pisze bardzo powściągliwie, bez patosu, bez dramatu, buduje duszny, mroczny klimat, wers po wersie, ale przy tym nie zanudza. Wręcz przeciwnie.. pozwala zaangażować się czytelnikowi, pozwala poczuć ciężkość tej przeszłości. Co jest dla mnie fenomenalne.
Każdy dialog, każde niedopowiedzenie i każdy powrót do przeszłości budują napięcie gęste jak smoła. Autor zmusza do refleksji nad prostym, a zarazem okrutnym faktem, przeszłość nigdy nie mija, ona po prostu czeka w ciemnym kącie, z którego wychyla się w najmniej odpowiednim momencie, ale zawsze znajdzie swój czas, żeby wyjść z cienia.
To nie jest lektura do poduszki na jeden szybki wieczór. To literacka próba zmierzenia się z widmami, które sami hodujemy w głowach. Jeśli szukasz fabuły, która wybrzmiewa w głowie jak echo – właśnie ją znalazłeś.
Twoja opinia ma znaczenie! Oddaj głos i pokaż, jak oceniasz tę książkę.