Wiktoria Kleszewska
"Zwodzony umysł"

wydawnictwo: novae res
data premiery: 17 września 2026 r. 

Najlepszym sposobem na ukrycie kłamstwa nie jest stworzenie wielkiego oszustwa,
ale sprawienie, by ofiara zaczęła wątpić w to, co widzi na własne oczy.

@moj_swiat_ksiazek_

"Zwodzony umysł" Wiktoria Kleszewska 

Są dramaty, które rozgrywają się w zaciszu czterech ścian. W miejscu gdzie powinno być bezpiecznie, pośród ludzi, którzy są nam teoretycznie bliscy.

Moja ocena: 3/5 gwiazdek

Absolutny hit. W pełni zasługuje na maksymalną notę. Jak kocham Mroza i jego twórczość, tak tutaj przepadłam zupełnie. W tej książce Autorka wspaniale manipuluje czytelnikiem niczym Langer Chyłką, ale cała akcja jest poprowadzona bardzo spójnie, czego czasami brakuje w książkach Mroza. 

Jeśli szukasz thrillera psychologicznego, który nie trzyma Cię za rękę, lecz rzuca w sam środek emocjonalnego labiryntu, „Zwodzony umysł” Wiktorii Kleszewskiej może być historią, która jest stworzona dla Ciebie.

Czy jednak spełniła wszystkie moje oczekiwania? To za moment…

Tytuł jak i zarys fabuły bardzo mnie zaciekawiły, dlatego zdecydowałam się na współpracę przy tej historii. Z twórczością Autorki dotychczas nie miałam do czynienia, więc styl pisania jak i narracji były dla mnie zagadką. Mimo wszystko byłam przekonana, że taki zarys fabuły nie jest w stanie nic zepsuć. Mamy wątek traumy, utraty dziecka, następnie toksyczną relację małżeńską, pozory idealnego życia, przemoc domową a na deser zacierającą się granicę miedzy prawdą a iluzją. Nasza psychika jest niezwykle ciekawa… może tworzyć obrazy czy przywoływać wspomnienia, które niekoniecznie są nasze? Nie są prawdzie..? No właśnie… motyw iluzji w tej książce brzmiał jak kąsek, przed którym nie da się przejść obojętnie. Ale co się wydarzyło dalej? O tym za moment.

„Zwodzony umysł” to powieść, która zdecydowanie nie spieszy się z odkrywaniem kart przed czytelnikiem, zamiast tego wciąga w powolny, duszny proces dekonstrukcji ludzkiej psychiki. Już od pierwszych stron można zauważyć, jak Autorka skupia się na przeżyciach wewnętrznych głównej bohaterki, w książce znajdziecie mnóstwo opisów aktualnego jej stanu, co myśli, co czuje i wbrew pozorom to bardzo istotny element, w końcu fabuła opiera się na procesach psychologicznych.

Mimo wszystko te nadmierne opisy jak i język momentami bardzo mnie męczyły i niestety musiałam odłożyć książkę na bok. W tym miejscu zastanawiam się, czy bardziej była to kwestia samej formy, czy jednak użytego języka. Skłaniam się raczej ku temu drugiemu, bo przez sposób konstruowania zdań trudno było mi wejść w postać, polubić ją. Samej relacji z bohaterem nie udało mi się zbudować, ale przecież nie zawsze taka się tworzy podczas czytania… tutaj znowu zmęczył mnie język. Wyszukane słownictwo, niezwykle sztywne, momentami poetyckie, nie pozwalało mi w pełni zaangażować się w historię. Ona szła swoim torem a ja miałam wrażenie, że obserwuje ją z daleka i nie za bardzo mam ochotę wsiąść i jechać z nią dalej. Coś mi tu mocno nie zagrało, powodowało u mnie dystans.  

 

Największą siłą książki jest wiarygodne portretowanie mechanizmów gaslightingu i przemocy emocjonalnej. Autorka pokazuje, jak fundamenty poczucia własnej wartości mogą zostać potajemnie podkopane przez osobę, która teoretycznie powinna dawać najwięcej bezpieczeństwa. Relacja Rozalii i Charlesa nie jest czarno-biała, wzbudza frustrację i niepokój. Autorka opowiada historię z perspektywy dwóch osi czasu, opowiada początki i moment poznania się Charlesa i Ros, który u mnie wzbudził negatywne emocje. Zastanawiałam się „dlaczego?”, „czy ona nie widzi kim jest?”.

Książka w ciekawy sposób pokazuje jak bohaterka powoli traci pewność co do własnych wspomnień, a granica między zdrowym rozsądkiem a obłędem zaczyna niebezpiecznie się zacierać. Jednak potrzeba cierpliwości, żeby nie odłożyć historii na bok i powoli zagłębiać się w procesy zachodzące w umyśle Ros.

 

Kluczowym elementem wyróżniającym tę pozycję jest styl pisania, o którym już wcześniej wspomniałam, ale przyjrzyjmy się temu bliżej. Kleszewska rezygnuje z prostych, oszczędnych zdań typowych dla współczesnych kryminałów na rzecz gęstej, metaforycznej i niezwykle wyszukanej prozy.

 Z jednej strony nadaje to powieści niemal artystyczny, mroczny klimat i buduje unikalną estetykę.

 Z drugiej strony – tak jak wspomniałam - momentami warstwa językowa przytłacza fabułę. Stylizacje i bogactwo ozdobników potrafią wybić z rytmu i sprawić, że akcja rozwija się wolniej. Brakuje mi w tym wszystkim emocji… życia…

Zakończenie stanowi mocny atut tej historii. Finałowy „plot twist” nie jest tanim chwytem, lecz zgrabnie domyka portret psychologiczny bohaterów i zmusza do ponownego przemyślenia wielu wcześniejszych scen.

Nie jest to lektura na jeden szybki wieczór przy popcornie, lecz duszna, psychologiczna podróż, która zostaje w głowie na dłużej – o ile tolerujesz gęsty, wyszukany styl narracji.

 

 Twoja opinia ma znaczenie! Oddaj głos i pokaż, jak oceniasz tę książkę.

Ocena: 0 gwiazdek
0 głosów

Z książką w kadrze :)